• Wpisów:10
  • Średnio co: 113 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 00:33
  • Licznik odwiedzin:1 605 / 1254 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W powietrzu wisi przeszłość... Niespełniona, niedokonana... Oboje czekamy na... Coś co nie ma racji bytu... Nie mogę sobie pozwolić na więcej, choć część mnie pragnie dokonać tego co kiedyś mogło się zdarzyć to druga ważniejsza część nigdy nie pozwoli na taki egoizm. Bo wyboru dokonałam. I nie potrafię, nie chcę burzyć tego co mam. Dla chwili zapomnienia nie chcę. Wolę czasem wracać myślami, gdy nikt nie widzi, nikt się nie dowie, zadajac pytanie co by było gdyby...to mój niedokonany świat i niech tak zostanie...
  • awatar MojaImienniczka: Wróciłam jestem... znów zacznę pisac
  • awatar LetsLife: Jesteś jeszcze może tu...na pingerze? Czuję sie podobnie jak Ty. Chcialabym porozmawiać.;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozmów z M ciąg dalszy... niby nic, ale trochę mnie zaczyna to przerażać...gadamy jak za starych czasów...choć ja mam życie poukładane... albo tak mi się wydaje... nie chce tego spieprzyć ale zauważam, że ostatnio mam kryzys osobowościowy >se wymyśliłam termin< trochę doktor Jackyll trochę mr Hyde...
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Piszę dla siebie bo lubię gdzieś się uzewnętrznić. Niekoniecznie chcę by to był ktos kogo znam. Zastanawia mnie tylko fakt, że licznik odwiedzin wskazuje już parę ładnych wejść na ten blog. Komentarzy aż jeden. I tak sobie myślę czy ktoś był tu naprawdę? Czy ktoś to czyta? Daj znać jeśli to czytasz... Chciałabym wiedzieć jak ktoś zupełnie obcy postrzega to co tu wypocilam. Zostaw po sobie znak, chcę wiedzieć, że jesteś..
  • awatar The Neveяending St☮ry...: ja mam 16 lat i też walczę z otyłością, to jest serio trudne, ja również podziwiam Cię!!
  • awatar LastGift: Zapomniałam dodać, że bardzo Cię podziwiam. :D I wierzę, że będziesz szczęśliwa. Trzymam kciuki, piękna :)
  • awatar LastGift: Hej piękna. :) Naprawdę nie potrafię inaczej Cię nazwać niż, piękną. Bycie matką i żoną jest trudne. Nie wiem jakie to uczucie, ale próbuję Cię szczerze zrozumieć. Uwierz mi, że mimo wszystko już zyskałaś wiele plusów jako kobieta. Może sama tego nie widzisz i sama tego nie doceniasz, ale jesteś niesamowita. Czytałam Twoje wpisy i zauważyłam, że trochę za bardzo krzyczysz na dzieci. To nic złego. Lepsze to niż bicie, ale jednak spróbuj je zrozumieć. Domyślam się, że są małe, więc dość trudno jest, ale jednak z wiekiem pójdzie lepiej. Nie znam Cię, ale uważam, że jesteś naprawdę piękna, więc weź to sobie proszę, do swojego ślicznego serduszka i darz miłością innych :) Pozdrawiam bardzo serdecznie <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Uwielbiam wieczorem usiąść w fotelu na tarasie i narkotyzować się zapachem maciejki
 

 
Troch szczerej rozmowy, przyznanie się do tego że ma się problem i chęć poprawy. Wystarczy. Jest lepiej. Kontroluję się i dobrze mi idzie. Powiedzenie głośno o tym, że ma się problem z opanowaniem emocji pomaga. Mężu obiecał pójść ze mną na terapię jeśli takowa będzie konieczna. Ja obiecałam, ze postaram się sama zwalczyć to zło, które we mnie jest. Ten blog chyba też pomógł, tylko szkoda, ze nikt go nie czyta ale cóż ważne, że wzięłam się w garść.
 

 
Nie umiem sobie poradzić z moim problemem. Wiem, że każdy z Was
poradzi mi wizytę u psychologa , a może nawet gorzej psychiatry. ta
FURIA rujnuje mi życie. Sprawia, że nic mnie nie cieszy...z Myślę, że
zawsze tak miałam - kiedy byłam dzieckiem moi rodzice często się
kłócili.. Ojciec wpadał w szał, a mama była ofiarą. W sumie
pamiętam, że jak wracał do domu to każdy z nas zastanawiał się jak
dziś będzie? Jego humor i samopoczucie wypełniało, każdy milimetr domu. I jak on był wesoły, my wszyscy byliśmy weseli, jak on
był zły - my byliśmy wystraszeni. Po jego napadach był spokój i
poczucie winy, każdy je miał - ja, bo może go czymyś sprowokowałam,
moja siostra, bo akurat wyszła z pokoju, mama bo obiad nie taki.... Koszmar jakiś! W sumie każdy
z nas wyrósł na porządnego człowieka - może ze strachu. Moja siostra
ma rodzinę, nigdy nie kłamała , nie piła , nie zdradzała...
Wykształcony Anioł, z dwójką dzieci, mąż, dom, praca. Ja rodzina, dwoje dzieci, dom, praca... ale potrafię się martwić każdym
drobiazgiem, nie wierzę, że jestem w czymś dobra, nie przyjmuję
krytyki w ogóle. Nie wierzę, że jestm dobrą matką, żoną,
pracownikiem itd.Czuję się gorsza, mam tysiąc kompleksów, bo jestem gruba, tfu, spójrzmy prawdzie w oczy, jestem otyła. Nie zawsze tak było, pół roku temu urodziłam drugą córeczkę no i poszło...ale o tym napiszę później, choć wiem że brak samoakceptacji najbardziej mnie frustruje. I nie wiem nawet kiedy stałam się taka jak mój
ojciec - furiatka. Wrzeszczę! W sumie nie mam pojęcia dlaczego i o
co? Wśród znajomych jestem wesoła a przynajmniej zakładam taką maskę. W
domu jestem diabłem. Już nie pamiętam ile razy kazałam mężowi "spierdalać", ile razy go popchnęłam lub uderzyłam. Nie pamiętam ile
rzeczy zniszczyłam! Po każdym takim zdarzeniu zamykam się w pokoju i
płaczę, nie mogę na siebie patrzeć, brzydzę się siebie, boję się
wyjść na ulicę z obawy, że moją furię we mnie widać...Nie mogę się
jej pozbyć. Teraz piszę.
POMOCY! Boję się, że moje dzieci będą takie same jak ja. Boję się,
że kiedyś wpadnę w furię i kogoś zabiję! Albo po prostu skończę z
sobą. Nie mam siły.


Tekst w dużej częśći zaczerpnięty z forum, napisany przez Iwo7676

Ale taka właśnie jest moja historia... Pomóżcie!
 

 
Czuję się jak w potrzasku:/ nie umiem opanować nerwów, czuję się sfrustrowana swoją beznadziejnoscią. Kocham moje dzieci najbardziej na świecie. A nie potrafię uspokoić nerwów gdy słyszę ich krzyki i piski. Wiem, ze to moja wina. Bo jakim autorytetem mogę być gdy krzyczę do trzylatki " nie drzyj się". Oto moja beznadzieja. W teorii jestem najlepsza!
 

 
Po co założyłam tego bloga? Ano po to żeby wykrzyczeć światu co mnie boli, co czuję, co przeżywam i że wcale nie jest tak kolorowo jak miało być... A nie mam odwagi wykrzyczeć tego wprost. A może odwaga i jest ale resztki rozsądku stawiają mnie do pionu...

Nie wiem czy ktoś to będzie czytał czy będę pisać do pustej przestrzeni. Jedno wiem. To ma mi pomóc. Moja terapia. Moje katharsis.

A o czym będzie? Prozaicznie, o życiu. Banalnie i niebanalnie. Może tendencyjnie. Trochę o mnie. Dużo o mnie. Mam dzieci, więc i o dzieciach i mężu i o tym, że rzygam kolorowym różowym macierzynstwie jakie wylewa się z kolorowych pisemek dla idealnych mamusiek. Ja taka niejestem. Nie jestem idealna. Będzie też o smutk i frustracji. Ale i radość też sie pojawi. Czasem też się śmieję.
 

 
Nareszcie zmobilizowałam się, żeby założyć bloga... Nie dla ludzi... dla siebie. To będzie mam nadzieje jak katharsis. Taaak potrzebuje tego. Być może jak zobaczę swoje problemy z boku inaczej na nie spojrzę... a na pewno nazwę pewne rzeczy po inieniu.to dużo. Chcę wrócić do siebie, wypłakać to co trzeba i wziąć się w garść. Blog bedzie pierwszym krokiem. Witajcie blogersi.